Nieznajomy dotrzymał mi towarzystwa, ani na chwilę nie spuszczając
mnie z oka. Czułam się niepewnie, nieporadnie radziłam sobie ze
skleceniem podstawowych zdań, ale nie przeszkadzało mi to.
Patrzyłam na jego usta, patrzyłam w czekoladową głębię jego
spojrzenia, która tak bardzo mnie onieśmiela. Słuchałam go
uważnie, nie chcąc uronić ani słowa z jego wypowiedzi.
Może to niesprawiedliwe, ale nie zależało i nie zależy mi na
jakimkolwiek towarzystwie tak bardzo, by starać się wypaść
nienagannie i oszałamiająco w rozmowie. Cieszyłam się z obecności
tego chłopaka, oddalał mnie on nieprzyjemnych myśli o Dallasie. A
jednak byłam zmęczona i wyprana z emocji. Nie odzywałam się zbyt
wiele, rekompensując mu niewłaściwie okazane zainteresowanie,
kreśląc kółka po jego ręce. Fascynował mnie ten przyjemny
dreszcz, jaki odczuwałam w zetknięciu z jego skórą. To było
takie niewymuszone. Dłoń chłopaka ani drgnęła. Wiem, że bał
się nią poruszyć, bym nie wycofała swojej.
Teraz jestem sama. Stoję pod lotniskiem w Wiedniu. Usiłuję sobie
przypomnieć adres, ale mam w głowie tyle kłębiących się myśli,
że nie mogę się skupić. Zaczynam wątpić w sens całej tej
wyprawy. Ucieczki.
Dostrzegam coś po drugiej strony ulicy i zamiera mi serce. „To
nie może być ona”, myślę, w popłochu zbierając swoje rzeczy i
niemal biegnę w losowym kierunku. Byle dalej od motocyklu Dallasa.
No tak, pewnie wysłał ją za mną, kiedy tylko się zorientował.
On nigdy się nie podda.
Ale wciąż mogę być silniejsza. Będę uparta i tym razem
przeciwstawię się mu w taki sposób, że odczuje to już na zawsze.
Może wewnątrz jestem rozedrgana jak cienkie gałęzie drzewa na
wietrze, ale złość sprawi, że będę odporna na jego plany.